Lwów, czyli wycieczka życia~
Hejoszka~
Właśnie wczoraj wróciłam z trzydniowej wycieczki do Lwowa. Postaram się po krótce opisać to, co działo się przez trzy dni :p
Dzień #1
Jako że zbiórkę miałam o szóstej, wstałam o wpół do piątej. Byłam lekko nieprzytomna, ale po kawie i dobrym śniadaniu trochę mi przeszło. Noo, może nie całkiem bo gdy się ubierałam to strąciłam dwa razy perfum, a potem oparłam się o szafę (delikatnie, podkreślam delikatnie!) i zwaliłam ramkę ze zdjęciem i prezent od koleżanki na moje urodziny ;_;
Wracając, wyjechaliśmy o zaplanowanej szóstej dziesięć. W drodze do granicy cały czas śmiałam się ze znajomymi, rysowałam i słuchałam muzyki. Na samej granicy spędziliśmy może jakąś godzinę i w końcu znaleźliśmy się na Ukrainie.
Nasz przewodnik zaczął pierwszy dzień wycieczki od dworca głównego i zakończył sklepem spożywczym. Zwiedziliśmy wiele kościołów m.in.: Św. Elżbiety, Dominikanów, Katedrę Łacińską i Ormiańską, Pałac Potockich, Park Stryjski, kopiec Unii Lubelskiej oraz Wzgórza Wuleckie. Było niesamowicie.
Wieczorem, bo dopiero o wpół do ósmej mieliśmy zapisaną obiadokolację. Na przystawkę mieliśmy sałatkę z kawałkami chleba i warzywami, a sama kolacja składała się z krupniku i jakiegoś dziwnego mięsa i ryżu z marchewką i kukurydzą. Na zapicie tego mieliśmy sok z suszonych owoców...
Później zostało już tylko iść z bagażami do pokoi. Jako że nasza wycieczka miała zarezerwowane dziewiąte piętro, trzeba było jechać windą. Ale że innych osób było już dużo, a do windy mogły wejść max. 3 osoby, a z bagażami 2, postanowiłyśmy we cztery, z plecakami i torbami/walizkami wejść po schodach na dziewiąte piętro. Później pani z naszego pokoju śmiała się z nas, że rodzice nas już tam nie puszczą :D
Dzień zakończyłyśmy na prysznicu i rozmowach do pierwszej w nocy. Dostałyśmy pokój 3+2, to znaczy - po wejściu do korytarzyka w całym pokoju, po prawej stronie był pokoik z trzema łóżkami, na wprost z dwoma, a po lewej była dwójka drzwi - jedne do toalety, a drugie do prysznica.
Dzień drugi zaczął się dla nas o szóstej, bo koleżanka obiecała, że wcześnie nas obudzi ;_; tak czy tak, wyszło na to, że znowu zasnęłam i obudziłam się za piętnaście siódma. Nie było źle, ogarnęłyśmy się z dziewczynami w miarę szybko i wyruszyłyśmy na śniadanie.
O wpół do dziesiątej wyjechaliśmy do Żółkwi. Jechaliśmy może pół godziny, ale nie pamiętam dokładnie. W każdym razie, między pół godziny a godziną. Widzieliśmy tam rynek i kamieniczki, ratusz, Kolegiata św. Wawrzyńca i mauzoleum rodu Żółkiewskich, Sobieskich i Daniłowiczów, zamek Sobieskich, Klasztor oo. Dominikanów, Bramę Krakowską i Zwierzyniecką oraz Operę Lwowską.
Później spowrotem wróciliśmy do Lwowa. Udaliśmy się do Dzielnicy Łyczków na cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich. Następnie został nam rynek i kamieniczki, gdzie dostaliśmy czas wolny. Później wróciliśmy do hotelu na obiadokolację, składającą się z tej samej przystawki (ale tym razem jeszcze ze startym serem żółtym i cebulą), barszczu czerwonego ukraińskiego i gulaszu. Nie powiem, tym razem było lepiej (i chociaż kelner nie oblał mojej koleżanki i mnie tak, jak dzień wcześniej).
Po kolacji wszyscy chętni (w tym ja) wyruszyli z przewodnikiem do sklepu. Kupiłam sobie gumy do żucia, żelki i dwa soki. Gdy już mieliśmy wracać, okazało się, że brakuje kilku osób. Wkurzałam się, bo siedzieli w sklepie jeszcze przez dobre dwadzieścia minut. A my już chcieliśmy wracać!
Dzień znów zakończyłyśmy z dziewczynami jedzeniem słodkości późno w nocy i śmiechami. Jednak tym razem postanowiłyśmy iść trochę wcześniej spać, by nazajutrz nie wracać ponownie pod kołderkę c:
Właśnie wczoraj wróciłam z trzydniowej wycieczki do Lwowa. Postaram się po krótce opisać to, co działo się przez trzy dni :p
Dzień #1
Jako że zbiórkę miałam o szóstej, wstałam o wpół do piątej. Byłam lekko nieprzytomna, ale po kawie i dobrym śniadaniu trochę mi przeszło. Noo, może nie całkiem bo gdy się ubierałam to strąciłam dwa razy perfum, a potem oparłam się o szafę (delikatnie, podkreślam delikatnie!) i zwaliłam ramkę ze zdjęciem i prezent od koleżanki na moje urodziny ;_;
Wracając, wyjechaliśmy o zaplanowanej szóstej dziesięć. W drodze do granicy cały czas śmiałam się ze znajomymi, rysowałam i słuchałam muzyki. Na samej granicy spędziliśmy może jakąś godzinę i w końcu znaleźliśmy się na Ukrainie.
![]() |
| To, gdy stoisz na granicy od godziny, totalnie niewyspana ;_; |
Nasz przewodnik zaczął pierwszy dzień wycieczki od dworca głównego i zakończył sklepem spożywczym. Zwiedziliśmy wiele kościołów m.in.: Św. Elżbiety, Dominikanów, Katedrę Łacińską i Ormiańską, Pałac Potockich, Park Stryjski, kopiec Unii Lubelskiej oraz Wzgórza Wuleckie. Było niesamowicie.
Wieczorem, bo dopiero o wpół do ósmej mieliśmy zapisaną obiadokolację. Na przystawkę mieliśmy sałatkę z kawałkami chleba i warzywami, a sama kolacja składała się z krupniku i jakiegoś dziwnego mięsa i ryżu z marchewką i kukurydzą. Na zapicie tego mieliśmy sok z suszonych owoców...
Później zostało już tylko iść z bagażami do pokoi. Jako że nasza wycieczka miała zarezerwowane dziewiąte piętro, trzeba było jechać windą. Ale że innych osób było już dużo, a do windy mogły wejść max. 3 osoby, a z bagażami 2, postanowiłyśmy we cztery, z plecakami i torbami/walizkami wejść po schodach na dziewiąte piętro. Później pani z naszego pokoju śmiała się z nas, że rodzice nas już tam nie puszczą :D
Dzień zakończyłyśmy na prysznicu i rozmowach do pierwszej w nocy. Dostałyśmy pokój 3+2, to znaczy - po wejściu do korytarzyka w całym pokoju, po prawej stronie był pokoik z trzema łóżkami, na wprost z dwoma, a po lewej była dwójka drzwi - jedne do toalety, a drugie do prysznica.
~*~
Dzień #2Dzień drugi zaczął się dla nas o szóstej, bo koleżanka obiecała, że wcześnie nas obudzi ;_; tak czy tak, wyszło na to, że znowu zasnęłam i obudziłam się za piętnaście siódma. Nie było źle, ogarnęłyśmy się z dziewczynami w miarę szybko i wyruszyłyśmy na śniadanie.
O wpół do dziesiątej wyjechaliśmy do Żółkwi. Jechaliśmy może pół godziny, ale nie pamiętam dokładnie. W każdym razie, między pół godziny a godziną. Widzieliśmy tam rynek i kamieniczki, ratusz, Kolegiata św. Wawrzyńca i mauzoleum rodu Żółkiewskich, Sobieskich i Daniłowiczów, zamek Sobieskich, Klasztor oo. Dominikanów, Bramę Krakowską i Zwierzyniecką oraz Operę Lwowską.
![]() |
| To, gdy chcesz wyjść fajnie, bo kupiłaś wianek, ale zdj robisz mega rozmazane xd |
Później spowrotem wróciliśmy do Lwowa. Udaliśmy się do Dzielnicy Łyczków na cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich. Następnie został nam rynek i kamieniczki, gdzie dostaliśmy czas wolny. Później wróciliśmy do hotelu na obiadokolację, składającą się z tej samej przystawki (ale tym razem jeszcze ze startym serem żółtym i cebulą), barszczu czerwonego ukraińskiego i gulaszu. Nie powiem, tym razem było lepiej (i chociaż kelner nie oblał mojej koleżanki i mnie tak, jak dzień wcześniej).
Po kolacji wszyscy chętni (w tym ja) wyruszyli z przewodnikiem do sklepu. Kupiłam sobie gumy do żucia, żelki i dwa soki. Gdy już mieliśmy wracać, okazało się, że brakuje kilku osób. Wkurzałam się, bo siedzieli w sklepie jeszcze przez dobre dwadzieścia minut. A my już chcieliśmy wracać!
Dzień znów zakończyłyśmy z dziewczynami jedzeniem słodkości późno w nocy i śmiechami. Jednak tym razem postanowiłyśmy iść trochę wcześniej spać, by nazajutrz nie wracać ponownie pod kołderkę c:
~*~
Dzień #3
Trzeci dzień rozpoczęłyśmy pobudką o za piętnaście siódma. Ubrałyśmy się, ogarnęłyśmy pokój i poszłyśmy na śniadanie. Ponownie do naszej dyspozycji był szwedzki stół. Po śniadaniu w pokoju już zrobiłyśmy ostatnie porządki i po inspekcji mogłyśmy iść do autokaru.
![]() |
| Teraz: Ola vs. Magda (dla formalności: moje łóżko to to po lewej xd) |
Jak to powiedział nasz pilot na śniadaniu: "Ruszamy z Lwowa do Lwowa". Czyli z hotelu na rynek. Tam poszliśmy do kopalni kawy, pijalni czekolady (w której nawiasem mówiąc, ubrudziłam się czekoladą xd), kasyna i domu legend. Później dostaliśmy aż trzy godziny czasu wolnego. Najpierw chodziłyśmy we cztery, ale później Ania i Magda gdzieś się zawieruszyły, więc zostałam sama z Moniką.
Po trzech godzinach, przewodnik zaprowadził nas do autokaru (nawiasem, dalej stać już nie mogli ;_;). Droga powrotna bardzo mi się dłużyła i bardzo chciało mi się spać. Prawie mi się to udało, ale no... inni byli zbyt głośno. Na granicy spędziliśmy prawie trzy godziny, plus sprawdzali nam jeszcze walizki i plecaki. Kiedy przejechaliśmy w końcu przez granicę i nareszcie mogłam włączyć internet, zalała mnie wielka fala powiadomień z Messengera, FB i Instagrama. Ale byłam szczęśliwa, że mam już ten internet :D
~*~
Podsumowując: wycieczka była świetna, przewodnik genialny, czyli bardzo mi się podobało. Chętnie bym tam jeszcze wróciła c:
Na koniec rzucę takim żartem o europejskich dziewczynach, który powiedział nam przewodnik: Gdy pojedziesz na Ukrainę, zobaczysz piękne dziewczyny. W Polsce zobaczysz równie piękne. Ale w Wielkiej Brytanii czy Francji zobaczysz dziewczyny jak polskie drogi~





Komentarze
Prześlij komentarz